Trener Paweł Antonowicz w legendarnym parku Tai Chi we wiosce Chenjiagou

05_Pawel_Antonowicz_SAN_BAO_Chiny_2012W sierpniu 2012 roku wybrałem się z instruktorem Jarosławem Jodzisem (WCTAP) do Chin. Celem naszej podróży była Chenjiagou Taijiquan School Chen Xiaoxing, znajdująca się w wiosce Chenjiagou w prowincji Henan. Jest to źródło stylu Chen Tai Chi Chuan. Honorowy patronat nad szkołą objął spadkobierca stylu – Chen Xiaowang. Poranne treningi z jego młodszym bratem – Chen Xiaoxingiem (17 pokolenie w generacji rodziny Chen od Chen Fake) oraz popołudniowe – w grupie Tuishou / Sanshou, prowadzone pod nadzorem Chen Ziqianga, pozwoliły mi na nowo spojrzeć na praktykowany przeze mnie od ponad 20 lat Yang Tai Chi Chuan. Te doświadczenia bardzo inspirują. Jednocześnie obalają wiele mitów, krążących wokół chińskiej praktyki sztuk walk. Nie jestem w stanie opisać słowami atmosfery, jaka panuje w szkole, a także surowych warunków, w jakich jej uczniowie spędzają tygodnie, miesiące, a czasem lata praktykując przez wiele godzin każdego dnia Chen Tai Chi Chuan. Wszystkim tym trzeba po prostu przesiąknąć, doświadczając tego osobiście.

01_Pawel_Antonowicz_SAN_BAO_Chiny_2012Samo postrzeganie przez ludzi zachodu Tai Chi Chuan wydaje się dalekie od tego, co tradycyjnie praktykuje się w Chenjiagou. Chen Tai Chi Chuan, jakie praktykuje się w większości szkół europejskich, ukierunkowane w głównej mierze na trening form, pozbawione bardzo intensywnego treningu Tuishou oraz rzetelnych podstaw systemowych, pozbawione jest fundamentalnych korzeni i pierwiastków budujących ten styl, przez co staje się on bezużyteczną formą rekreacji, a nie skuteczną i niezwykle trudną sztuką walki, ukierunkowaną de facto na trening trwający całe życie. To, co nam wydaje się istotne – tam traci na znaczeniu, zaś to co my (biali ludzie zachodu) traktujemy jako błahe i nieistotne – tam staje się prawdziwym sensem praktyki. Dlatego też sedno tego treningu jest niezwykle ciężkie i wymagające olbrzymiej siły woli – zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i psychicznej. Sam nie wiem, w którym obszarze praktyka ta jest trudniejsza do konsekwentnej realizacji. Nie wiem również jak wielu zachodnich praktyków wytrzymałoby w dłuższej perspektywie ten rodzaj treningu. Z pewnością jest to wielkie wyzwanie i pewnego rodzaju próba – w głównej mierze na poziomie mentalnym, który determinuje w bardzo dużym stopniu również rozwój na płaszczyźnie umiejętności fizycznych. Jeżeli dotykasz źródła, to nie ma nic piękniejszego jak móc napić się z niego (…) więc chyba warto spróbować.

W Chenjiagou na nowo zrozumiałem, że prawdziwa wartość Tai Chi Chuan kryje się w prostocie i miękkości ruchu, jego głębi, odczuciu, a nie jego fizycznej manifestacji. To raz jeszcze przypomina mi o indywidualizmie treningu tej wewnętrznej sztuki walki. Podczas pobytu w głównej mierze praktykowałem: Jibengong (Zhan Zhuang, a także Chansigong) oraz Starą Formę – Laojia Yilu. Popołudniowe treningi poświęcałem również na sparingi z grupą Chen Ziqianga. Te doświadczenia są dla mnie bardzo cenne i z pewnością pozwolą mi z nowymi siłami rozpocząć kolejny sezon treningowy. Takie doświadczenia zazwyczaj dają mi siłę na wiele miesięcy. To raz jeszcze potwierdza potęgę ludzkiego umysłu i jego zdolności sprawcze w odniesieniu do budowania naszych fizycznych umiejętności. Te zjawisko jest bardzo widoczne nie tylko w treningu sztuk walk, ale w każdej dyscyplinie sportowej, a nawet w pozostałych obszarach naszego codziennego życia.

02_Pawel_Antonowicz_SAN_BAO_Chiny_2012Chiny z tej strony przez niewielu są obserwowane. Obraz ludzi tam żyjących – starców ćwiczących za warownymi murami swoich podwórzy Qigong i Tai Chi Chuan jest niezapomniany. Obrazy te nie są wynikiem ideologicznej propagandy – jak to ma miejsce w zatłoczonych i pełnych spalin miastach (BeiJin, Zheng Zhou, Luoyang, czy Xian), gdzie dopiero za wielkimi murami, spacerując Hutongami, zobaczyć można nieco bardziej obiektywny obraz dysproporcji warstw klasowych chińskiego społeczeństwa.

06_Pawel_Antonowicz_SAN_BAO_Chiny_2012Przechadzając się po wąskich uliczkach Chenjiagou można doświadczyć jeszcze gdzieniegdzie prawdziwej, choć umierającej już klasycznej, pełnej pięknej tradycji praktyki Qigong. Myślę, że już niedługo… Za kilka lat nie będzie tam po co jechać, a pokolenie naszych dzieci będzie uczyło się tej sztuki wyłącznie od „europejskich mistrzów” (…) Dla takich ludzi jak my, zderzenie z tą rzeczywistością jest wyjątkowo smutne i przygnębiające. Mam wobec tego wielką nadzieję, że w tym aspekcie moich obserwacji i refleksji z pobytu w Chinach, a w szczególności w Chenjiagou – jestem w błędzie. Jednak jeżeli ktoś podróżując do Chin, spotka w Pekinie, czy innym wielkim mieście praktykujących Qigong w parkach – starszych ludzi i uzna, że to właśnie jest prawdziwe (bo przecież obserwowane w Chinach) Tai Chi – jest w bardzo głębokim błędzie.

03_Pawel_Antonowicz_SAN_BAO_Chiny_2012Z tą formą rekreacji utożsamiają często nawet sami Chińczycy Tai Chi, lekceważąc jego źródłowy, tradycyjny przekaz. Sytuacja ta sprawia, iż Tai Chi Chuan jako sztuka walki rzeczywiście staje się, nawet w odbiorze młodego (nowoczesnego) chińskiego pokolenia, po prostu swoistym reliktem przeszłości.

Paweł Antonowicz